Moja milosc do Japonii nie jest ulotnym zakochaniem. To milosc, ktora ma za soba lata, ktora wiele przeszla i wiele rozumie. Znam Japonie, a jednak stale odkrywam ja na nowo. Podziwiam ja nie za egzotyke, a za wspaniala normalnosc.
RSS
czwartek, 04 lutego 2010
Filmorozwiazanie :)

Tak wiec, jak zobaczyliscie na filmiku, chodzi o oryginalna kolejke gorska (rollercoaster) ktorej tor oplata fantazyjnie budynek stacji Tokyo Dome, przechodzac rowniez przez srodek wielkiego Diabelskiego Mlyna (z ktorego wlasnie robilam zdjecie do fotozagadki). Nawiasem mowiac ten wlasnie Mlyn byl pierwszym na swiecie takim kolem pozbawionym srodka. Samo kolo nie kreci sie, tylko wagoniki jada po nim w kolko.

Ale wracajac do kolejki. Na filmiku widac, jak przecina ona (doslownie!) rog domu, nie widac niestety, ze przy drugim okrazeniu doslownie wisi nad ulica poza obrebem budynku. Wrazenia z przejazdzki sa niesamowite. Polponka, ktora jest goraca wielbicielka takich atrakcji (aha, z tej strony mnie jeszcze nie znacie! ;) ), miala okazje przejechac sie na roznych kolejkach, niektorych nawet wiekszych i bardziej szalonych. Jednak wszystkie bez wyjatku znajdowaly sie na peryferiach, na wydzielonym terenie parku rozrywki. Szalona jazda w samym sercu wielkiej metropolii okazala sie naprawde zaskakujaca!
(Tak, wiem, ze istnieja juz takie rozrywki na swiecie, jest gdzies nawet wesole miasteczko na dachu wiezowca, ale ja tam nie bylam.)

Przedsmak do rozrywki stanowi niezwykle surowa kontrola przed odjazdem. Nawet zima wszelkie szaliki i inne powiewajace elementy odziezy sa niedozwolone. Zabrania sie miec ze soba jakichkolwiek rzeczy, nawet gleboko w kieszeniach. Sprawdzanie pasazerow, kazdorazowa kontrola zapiec pasow itp. sa co prawda czasochlonne i wydluzaja kolejke, ale bezsprzecznie powiekszaja zaufanie do obslugi i komfort psychiczny jazdy. Dzieki temu odczuwa sie przyjemny dreszczyk emocji, ale nie obawe, czy przerazenie.

Dodatkowym plusem tej kolejki jest to, ze jest stosunkowo nowa. Przy projektowaniu jej wykorzystano wszelkie najnowsze badania nad ludzka natura: odczuciem strachu i przyjemnosci. Dzieki temu smialo moge powiedziec, ze to jeden z najlepszych coasterow jakie znam.

Dopisek: Nie powstrzymalam sie przed zamieszczeniem na filmiku rowniez panoramy miasta, a takze fragmentu przepieknych zimowych iluminacji. Mam nadzieje, ze mi to wybaczycie. :) 
Niestety, wraz z dodaniem tla muzycznego filmik utracil plynnosc, wyglada, jakby obcielo z niego co druga klatke. :/ 

środa, 03 lutego 2010
Fotozagadka :)

Mam dla Was dzisiaj fotozagadke pod tytulem: "A cio to?":) Ci, ktorzy wiedza proszeni sa o zachowanie ciszy, aby udostepnic tym, co nie wiedza pole do wyobrazni. :)

Sorki, ze zdjatko jest miejscami tak paskudnie niewyrazne. To nie po to, zeby Wam utrudnic, tylko dlatego, ze zrobilam je z niezbyt czystego okna "czegos". Milej zabawy!

12:46, polska_japonka
Link Komentarze (15) »
niedziela, 24 stycznia 2010
Kazdy, tylko nie Polponka

- Mamy rok 22 epoki Heisei, jest to rok Tygrysa, zgadza sie? - peroruje Polponka. - Czy wiesz, ze J. jest spod znaku Tygrysa?
- Aha, wiec ma 35 lat - mruczy pod nosem S. - He? Jak to, skad wiem, to proste.  Moze miec jeszcze 47 albo 23, ale nie podejrzewam...
- I co, ty tak wszystkie te znaki potrafisz poklasyfikowac na wyrywki?
- No jak to, kazdy potrafi. Znakow jest dwanascie. Wystarczy zapamietac jeden rok i kolejnosc, a reszte juz mozna sobie latwo wyliczyc.
No racja. I tu przestroga dla tych, ktorzy nie chca sie chwalic swoim wiekiem - nie rozpowiadajcie z jakiego jestescie znaku w chinskim zodiaku! ;)

***

Styczen - najwieksza goraczka wyprzedazy!  Polponka pochyla sie nad metka i mruczy w desperacji: Jesli to kosztowalo 8 tysiecy jenow i jest po 70% obnizce, to ile to teraz kosztuje?
- Dwa czterysta
- odpowiada bez namyslu S.
- Coo?! Jak ty to tak wyliczyles blyskawicznie?
- No jak to, normalnie!  30% z 8 tys, no nie? 3x8=24, czyli 2400. A tu na przyklad mamy spodnie za 9 tysiecy po 40% obnizce. 60% z 9 tysiecy,  6x9=54 czyli 5400... No co sie tak patrzysz, myslalem, ze kazdy tak liczy. A ty jak robisz?
- Ja? -
odpowiada Polponka - Otwieram torebke, wyciagam kosmetyczke, a z kosmetyczki kalkulator...

05:38, polska_japonka
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Guma z kieszonka

Coz to mamy na obrazku? Opakowanie gumy do zucia, ktora kupilam w kiosku. Guma najzwyklejsza na swiecie, za to opakowanie...

Jak wiadomo nie ma chyba bardziej dokuczliwych smieci, niz zuzyte gumy nie owiniete w papierek. Kazdy, komu guma kiedys przykleila sie do buta wie o co chodzi. A nawet jesli jest wrzucona przykladnie do kosza, to i tak przy selekcjonowaniu odpadow takie "gole" gumy stanowia problem.
Jednak owijanie kazdej pojedynczej gumy w papierek podraza jej koszty. A wiadomo: konsument chce jak najwiecej i jak najtaniej!

Mamy wiec tu gumy w opakowaniu zbiorczym, w saszetce z zamknieciem. Jednak do opakowania dolaczony jest bloczek z papierkami do owijania zuzytych gum, a z boku jest specjalna kieszonka na takowe. Czysto i wygodnie!

Niby taki drobiazg, ze nie warto o nim pisac, a jednak drobiazgi skladaja sie na otaczajaca rzeczywistosc. A taka troske o detale w Japonii widze na kazdym kroku, niektore rzeczy sa nawet troche "przekombinowane" (i przez to zabawne ;)), ale ogolnie tendencja sympatyczna, no nie? :)

***

Niebieeskie, niebieskie...

...i tylko kilka malych bialych chmurek.  Takie powinno byc niebo zima. Wychodze na dwor i otaczajaca jasnosc rozprasza we mnie smutki i niepokoje, przynosi radosc z samego faktu bycia w tym miejscu.  Swiat po Lewej wita mnie kotem leniwie rozciagnietym na lawce w parku, starsza pania karmiaca golebie, rozesmiana grupa nastolatkow i wpatrzona w siebie zakochana para. Mija mnie grupka ochotnikow w pomaranczowych kamizelkach miarowo uderzajacych w deszczulki - to przypomnienie dla okolicznych mieszkancow, ze jest bardzo sucho i trzeba uwazac, aby nie zaproszyc ognia. Slonce odbija sie od lustrzanych budynkow przy stacji.
Za dlugo zylam pod pulapem szarych chmur. W Swiecie po Prawej sa one zima tak geste, ze zabieraja nadzieje na to, ze dalej cos jeszcze jest... Przyginaja do szarej ziemi. Nawet Swiat po Srodku zasnul sie chmurami, ktore przywiozl ze soba W. Nie ze zlej woli przywiozl, one po prostu juz w nim sa, bo on tez za dlugo tam byl...
Ale teraz jestem tutaj, gdzie jest jasno, spokojnie i gdzie zawsze odpoczywam. Moj maly tajemny azyl, chociaz na chwile...
Wdycham swieze powietrze i mysle: "jakos to bedzie!".  Nie wiem tylko, jak...
05:28, polska_japonka
Link Komentarze (22) »
środa, 13 stycznia 2010
Anegdotek urzedniczych ciag dalszy

Akcja Taksowkarz

Jezeli czytaliscie poprzednia anegdotke o zyciu urzednikow, to wiecie juz, ze Polponka ma szpiega w Urzedzie Miejskim i ze w jego sekcji sprawuje sie piecze nad odnawianiem pewnego panstwowego bloku mieszkalnego. Jak juz pisalam, renowacja takiego budynku wiaze sie z poteznym halasem, w zwiazku z tym podjeto rozmaite akcje, aby pozyskac zrozumienie mieszkancow.
W wiekszosci skuteczne - wiadomo przeciez, ze stare budynki odnawiane byc musza, zwlaszcza w kraju trzesien ziemi, a remont bez halasu i niedogodnosci byc nie moze.

Jednak pewien taksowkarz, ktoremu z racji swojej profesji zdarza sie pracowac po nocach i odsypiac w dzien, nie przyjal tego do wiadomosci i zaczal wzywac na biednych robotnikow policje!  Policjanci po zbadaniu sprawy zglosili sie do Urzedu Miejskiego z prosba, aby "cos z tym halasem zrobic", bo facet do nich wydzwania...
Natychmiast zastosowano metode "telefon z przeprosinami", ktora jednak nie odniosla skutku, bo taksowkarz odlozyl sluchawke. Akcja "wizyta z przeprosinami" rowniez nie udala sie, bo taksowkarz nie otworzyl. Nie bedzie rozmawial, i juz.
Kiedy dwie delegacje odeszly spod drzwi "z kwitkiem" moj szpieg i mistrz delikatnej acz skutecznej perswazji zdecydowal sie uparcie telefonowac i udalo mu sie w koncu sklonic taksowkarza do wysluchania wyjasnien i prosb o zrozumienie, przyjecia uroczystego pisma z przeprosinami, a nawet przyznania, ze chyba postapil zbyt pochopnie wzywajac policje.
Na razie radiowoz juz nie przyjezdza, zobaczymy co bedzie po kolejnej nocnej zmianie...

Akcja Ghostbusters

Pisalam juz, ze zywot urzednika panstwowego w Japonii bywa niebezpieczny. Czasami maja na to nawet wplyw sily nadprzyrodzone! :)

Pewnego dnia do sekcji, w ktorej pracuje szpieg Polponkowy, zawital malarz scienny pracujacy dla ekipy odnawiajacej wspomniany wyzej budynek. Malarz zglosil, ze pracy kontynuowac nie moze, poniewaz... blok jest nawiedzony. Podobniez po jego powrocie z pracy zona stwierdzila nawet, ze duch przyczepil mu sie do plecow! Co ciekawe, zona owa wyrysowala mu na kartce caly plan budynku, w ktorym rzekomo nigdy nie byla i zaznaczyla krzyzykami dwa mieszkania, w ktorych znajduja sie duchy. 

Chcac nie chcac szef sekcji wraz z kilkoma wspolpracownikami zaopatrzonymi w plan wyrysowany przez zone wyruszyli na penetracje budynku.  Oba mieszkania byly niezamieszkane i sprawialy istotnie dosc niemile wrazenie, jednak obecnosci duchow w nich nie wykryto. Malarz scienny zas, otrzymawszy solenna obietnice, ze mieszkania sa "niezaduszone", ponownie przystapil do pracy.

***

Dla tych z Was, ktorzy maja chec zaglosowac na moj blog informuje, ze mozna juz wysylac SMS-y o tresci D00135 na numer 7144. Koszt SMS-a to 1,22 brutto, glosowac mozna do 21 stycznia. W numerze znak 0 to cyfra zero, nie nalezy wstawiac zadnych spacji. 
Tutaj macie link do strony, na ktorej mozna sprawdzac rezultat glosowania.
Z gory dziekuje! :) 

piątek, 08 stycznia 2010
Dlaczego sie zglosilam i mini-vademecum

Zastanawialam sie, czy powinnam zglosic bloga do konkursu Blog Roku 2009. Ogolnie rzecz biorac nie przepadam za konkursami i atmosfera rywalizacji i nie zawsze pozytywnych emocji, ktora im towarzyszy. Nie uwazam tez, aby ten blog byl szczegolnie godny nagrody. Powiem wrecz, ze przegladajac niektore zgloszone blogi, prawdziwe perelki blyskotliwie napisane i z wspaniala oprawa graficzna myslalam sobie: "Polponko, z czym do goscia?... :("
A jednak zglosilam. Bo mysle ze warto, aby jeszcze chociaz pare ludzi wiecej zobaczylo, ze ktos moze zyc w Japonii i uwazac ten kraj za calkowicie normalny.  Nie jako jakas szalona egzotyke, czy kraj niezrozumialych dziwakow, jak usiluje sie Japonie przedstawiac w Polsce, tylko jako kraj ludzi inteligentnych, solidnych, calkowicie zrozumialych i czesto godnych podziwu.
12 stycznia rozpoczyna sie glosowanie za pomoca sms-ow. Nie sa one oczywiscie bezplatne, ale dochod idzie na cele charytatywne. Ja w zeszlorocznej edycji wyslalam sporo esemesow na ulubione blogi, dochodzac do wniosku, ze to lepsza inwestycja niz wziecie udzialu w jakiejs loterii, w ktorej szanse na wygrane sa niemal rowne zeru...
 
Bede oczywiscie wdzieczna, jesli zdecydujecie sie na mnie zaglosowac, a najwieksza nagroda dla mnie bedzie, jezeli zyskam troche wiecej zrozumienia dla mojej postawy w stosunku do kraju, w ktorym zyje. 

***

DLA TYCH, KTORZY ZAJRZELI TU PO RAZ PIERWSZY, szukaja informacji o Japonii i nie maja zbytniej ochoty przedzierac sie przez gaszcze tekstu - maly przewodnik. ;)

Oto kilka propozycji wpisow, do ktorych warto zajrzec:

Do poczytania:

Do ogladania:

A moze moi stali Czytelnicy tez maja jakies swoje ulubione wpisy, ktore szczegolnie poleciliby nowoprzybylym?

08:47, polska_japonka
Link Komentarze (18) »
środa, 06 stycznia 2010
Gdzie sie Japonczyk szwenda po polnocy...

...w Nowy Rok? Oczywiscie wybiera sie na pierwsza poranna modlitwe do swiatyni shintoistycznej!  Jest to tradycja niewiele juz majaca wspolnego z wiara, za to bardzo malownicza. Mimo przejmujacego zimna warto sie wybrac razem z nimi chociaz raz i to niekoniecznie do najmodniejszej swiatyni jak np. Meiji Jingu.  Wrecz przeciwnie, male, lokalne swiatynki tez sa bardzo nastrojowe, a stoi sie w kolejce duzo krocej...

Oczywiscie niekoniecznie trzeba isc w nocy. Zmarzluchy spokojnie moga dopelnic tradycji w ciagu kilku najblizszych dni, bo Swieto Noworoczne trwa w Japonii nie tylko pierwszego stycznia. Warto za to koniecznie kupic wrozbe noworoczna, bo szansa na to, ze bedzie pomyslna jest wysoka (swiatynia dba o dobry nastroj swoich owieczek ;)). 

wtorek, 29 grudnia 2009
Akcesoria noworoczne

Czy juz pisalam, ze sie nie wyrabiam?  Ze co, ostanio o niczym innym nie pisze?!  Aha, to przepraszam... :<
Myslalam, ze troche bedzie lzej jak W. przyjedzie. I rzeczywiscie moge troche odsapnac, ale znowuz nie moge przeciez tak stale wisiec nad kompem jak on przyjechal... Do tego czuje sie jakos wyprana, wyzuta z weny tworczej. Pomyslow o czym napisac mam sporo, ale wszystko pozostaje w stadium pomyslu. Moze po prostu jestem zbyt zmeczona?..
 

***

Szkola przyslala opinie uczniow na temat tej prelekcji ostatnio. Alez to bylo wzruszajace!  W pierwszej chwili stos kartek gesto zapisanych recznym japonskim pismem troche mnie przerazil, ale jak zaczelam czytac to tak sie wciagnelam, ze pochlonelam jednym tchem jak powiesc kryminalna! :) Zaskoczyl mnie entuzjazm tych mlodych ludzi, to, ze tak duzo zapamietali i wyciagneli z tego calkiem rozsadne wnioski. W zeszlym roku tez bylam zadowolona, ale w tym roku poszlo jeszcze lepiej. A moze mlodziez japonska, z natury dosc pozno dojrzewajaca, staje sie z roku na rok powazniejsza? 

***

W Japonii teraz dopiero widac prawdziwa przedswiateczna krzatanine. Nowy Rok to prawdziwe wydarzenie tutaj, chociaz nie ma szampana, fajerwerkow i tancow. Sa za to wyprawy do swiatyn, dekoracje domow, specjalne potrawy, dzwony noworoczne itp. Nie bede teraz tego dokladnie opisywac, ale przynajmniej pokaze Wam pare fotek z bazaru akcesoriow noworocznych. Serie zdjec takich jak te ponizej zamiescilam TUTAJ.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zycze wspanialej, szampanskiej zabawy na Sylwestra!

Tagi: Japonia
16:35, polska_japonka
Link Komentarze (17) »
czwartek, 24 grudnia 2009
Wraz z zyczeniami...

W takie dni moje mysli wracaja do Polski. Spaceruje pieknie udekorowanymi tokijskimi uliczkami i napawam sie pseudoswiateczna atmosfera, ale wiem, ze duszy w tym nie ma... I trudno, bo przeciez Boze Narodzenie to swieto importowane. Tylko nieliczni zasiada tutaj do Wigilii przy choince. 
Dlatego tesknie troche do naszej polskiej przedswiatecznej krzataniny, nakrytego elegancko stolu w domu rodzicow, choinki i rytualnego dobywania spod niej prezentow... Chociaz i ja bede miala "super-prezent" na Gwiazdke - wlasnie wsiada on do samolotu, aby przybyc tu na czas. ;) 
A wkrotce potem jest dla odmiany bardzo tradycyjny japonski Nowy Rok - to prawdziwa uczta dla duszy!

Mysle o tym, czego moge zyczyc Wam, ktorzy regularnie zagladacie tu, do mojego "ogrodka" i radujecie moje serce cieplymi, dodajacymi odwagi komentarzami.  Zdrowia, milosci, dostatku... kazdy z Was najlepiej wie, czego mu teraz najbardziej potrzeba. Kazde z Was o czyms marzy i jesli moje zyczenia moga cokolwiek pomoc, to ja wlasnie tego chce Wam dzisiaj zyczyc.

No i - z dusza, czy bez - japonskie iluminacje sa naprawde piekne!  Porobilam troche zdjec, ale nie mialam czasu ich wrzucic... Mam dla Was za to filmowy "prezencik": fragment bozenarodzeniowego spektaklu "Candle Reflections" w Disney Resort.  Filmik niestety tego nie oddaje, ale atmosfera tego spektaklu to cos, co naprawde zapiera dech w piersi. 

środa, 16 grudnia 2009
Obiecanki cacanki...

...a Polponka sie jednak nie wyrabia... :(  Zwlaszcza jak doszlo pare dodatkowych spraw, m.in. przygotowania do tej dorocznej prelekcji w szkole. Ja jednak wole mowic do starszych, a dzieci sie troche boje... ;) 
Ale poszlo niezle. Ponad setka nastolatkow, a cisza na sali jak makiem zasial. Sluchaja w skupieniu, notuja. Grzeczne dzieciaki. Juz teraz zaczynaja powaznie myslec o przyszlosci, bo wiedza, ze w dobie kryzysu z praca nie bedzie latwo.
Troche szkoda, ze tak malo wiedza o Polsce. Sa zaskoczeni, ze Chopin i Kopernik to Polacy... :(  Ale w koncu ile nasze dzieciaki wiedza o np. Indonezji czy Tajlandii? 

Wrocilam do domu wyczerpana, a tu rozkapryszony Senior, glodne koty, sprzet domowy, ktory nie chce wspolpracowac... Jak to dobrze, ze juz wkrotce W. przyjezdza!  Ale tez nie mozna mu wszystkiego na leb zwalic, w koncu on tez nie wraca z wakacji... :( 
No coz, zobaczymy. Na wszelki wypadek teraz juz nic nie obiecuje...

***

A na przeprosiny, ze tak rzadko ostatnio sie pojawiam, pare zdjatek z Tokijskich iluminacji swiatecznych. Ciekawsze zamiescilam w zeszlym roku, jesli ktos jeszcze nie widzial, to zachecam, zeby zerknac na grudzien 2008.

 

wtorek, 01 grudnia 2009
Spokojniejsze klimaty

Ucieszylam sie bardzo z pozytywnego przyjecia ostatniego filmiku! Dla tych, ktorych jednak troche zmeczyla poprzednia przejazdzka po miejskiej dzungli zapraszam do spokojniejszego zakatka - rowniez w samym centrum tokijskiej metropolii.

***

Nie wyrabiam sie. Znowu. Praca zawodowa i niezawodowa, opieka nad podopiecznymi, milosc, blog... troche mnie to przerasta. A jeszcze chcialoby sie odpowiedziec na listy, pograc w gierki, polazic po sklepach, spotkac znajomych... Osoba bardziej zorganizowana poradzilaby sobie z tym bez problemu, ale Polponce czas przecieka przez palce jak woda, a kazdy rzut oka na zegarek wywoluje szok. S. co prawda pociesza, ze to nie Polponka sie spoznia, tylko cala reszta swiata pedzi za szybko do przodu ;), ale to nie zmienia faktu, ze i on powoli traci cierpliwosc. Ale tak to jest jak sie trzyma kurczowo kilka srok za ogon i zadnej nie chce puscic.
Ale co niby mialabym zrobic? Bohaterka powiesci zapewne zrezygnowalaby z wszystkich zyciowych przyjemnosci, a satysfakcje czerpala z dobrze wykonanej pracy. Albo rzucila sie w ramiona ukochanego zostawiajac wszystko pozostale. (To zalezy od gatunku powiesci ;)) Ale zywa istota z krwi i kosci nie moze tak zrobic. Ja wiem, wiem, nie tylko ja mam takie problemy. Ale ponarzekalam sobie przynajmniej ;)
Aha, postaram sie jednak bloga nie zaniedbywac. Po tak przemilych i dodajacych otuchy komentarzach, jakie ostatnio dostalam, to bylby wstyd. (Jeszcze raz dziekuje!)

09:57, polska_japonka
Link Komentarze (25) »
wtorek, 24 listopada 2009
Przejazdzka po Tokio

Chodzilismy juz z Wami na spacery po Tokio, teraz zapraszam Was na przejazdzke siecia tokijskich autostrad. Wiem, ze niektorych nuza wielkomiejskie widoki, ciagnace sie kilometrami wiezowce i biurowce itp, dlatego tez ponizszy filmik polecam raczej osobom, ktore tak jak ja sa zafascynowane metropoliami, a w wielkomiejskich dzunglach czuja sie jak w ryba w wodzie.

A jak ktos cierpliwie wytrzyma caly fimik, to pod koniec czeka go taki pejzaz:

A tak przy okazji, YouTube zatrudnia ostatnio ekipe specjalistow najwyzszej klasy. Kiedy zamieszczalam tam filmik wyskoczyl mi blad nastepujacej tresci:

14:53, polska_japonka
Link Komentarze (26) »
środa, 18 listopada 2009
Drugie dziecinstwo?...

Para siedzi w kawiarni. Kazde z nich z wyrazem skupienia na twarzy patrzy w swoj telefon komorkowy.
On: - O wiesz, salata mi wyrosla!  I ziemniaki...
Ona: - Pokaz salate!  A ziemniaki tez juz mam. Zastanawiam sie teraz czy nawozic ziemie pod jagody, czy pod kwiaty.
On: - Wstawilem sobie laweczke!  Kwiaty juz masz, to moze teraz jagody?  O, widze, ze nakrecilas mi ogrod, dzieki.
Ona: - No ba!  I to ile razy! A ty kiedy ostatnio nakrecales moj?!

Tak, tak... Nie dosc, ze hodujemy kurinoppe, to jeszcze mamy swoje komorkowe ogrody. Do naszych kurinoppe wpadaja rozni ludzie, zeby je poszturchac, bo wtedy lepiej sie rozwijaja. My oczywicie tez zagladamy do innych. A ogrody sie nakreca kluczykiem (oczywiscie wirtualnym).
A najciekawsze jest to, ze po tym, jak postudiowalam troche profile innych graczy, stwierdzilam ze zdumieniem, ze najwieksza grupe najwyrazniej stanowia 30- i 40-latkowie!  Drugie dziecinstwo?! :)

Faktem jest jednak, ze taka zabawa doskonale sie przydaje przy codziennych podrozach pociagami, gdzie jest ciasno i ciezko sie czyta gazete, skraca tez znacznie czas oczekiwania w kolejkach i poczekalniach - a przy tym, jak ktos to lubi, pozwala wyrazic sie artystycznie (zwlaszcza w przypadku ogrodu) i zawrzec nowe znajomosci.

14:26, polska_japonka
Link Komentarze (16) »
czwartek, 12 listopada 2009
Wez sobie monetke!

Zdarzylo sie Wam kiedys, ze przy placeniu za zakupy zabraklo Wam doslownie kilku groszy?  Czasem sprzedawca machnie reka, ale najczesciej trzeba dobywac grubszych nominalow, karty kredytowej, lub wrecz rezygnowac z zakupu. Z drugiej strony, jezeli mieliscie kiedys okazje sprzedawac cokolwiek, to wiecie jaki to problem stale dbac o to, aby nie zabraklo monet do wydawania reszty. Z punktu widzenia sklepu rowniez wiec lepiej jest, jezeli klient placi drobnymi, a nie duzymi nominalami, nie karta, no i oczywiscie nie rezygnuje z zakupu.
I tu pewna japonska siec sklepow Don Kichote wpadla na ciekawy pomysl. Ustawila mianowicie przy kasie pudelko z groszami (a dokladniej, jednojenowymi monetkami) do "czestowania sie" w potrzebie. Oczywiscie nie nalezy brac ich garsciami, ale do czterech monet za jednym razem mozna sie poratowac.

06:52, polska_japonka
Link Komentarze (17) »
środa, 11 listopada 2009
Ploteczki (i kot)

Przy okazji pewnej prelekcji mialam okazje spotkac pare osob wielce mi milych. A podczas pozniejszego snucia sie po kawiarniach dowiedzialam sie o nich najrozniejszych nowinek.
H. (ten Zyd-poliglota, o ktorym juz pisalam) wlasnie zaczal uczyc sie kolejnego, 15-go jezyka - wietnamskiego. L. (kanadyjski programista, o nim tez pisalam) przetlumaczyl niedawno dzielo Darwina "O pochodzeniu gatunkow" na esperanto, ksiazka wlasnie sie ukazala.
Ale najwiecej nowego wydarzylo sie ostatnio w zyciu U., bardzo utalentowanego, choc niesmialego Japonczyka, jednego z moich pierwszych przyjaciol w Tokio. U. posiada wiele ukrytych umiejetnosci, ktore przy roznych okazjach daja sie poznac. Tworzy i tlumaczy poezje, jest geniuszem przekladu symultanicznego, ma niezwykly talent aktorski, niezle spiewa. Jest przy tym jednak, jak wiele utalentowanych osob, nadwrazliwy. Ma sklonnosci do dzielenia wlosa na czworo i rozmyslania nad kazda z czesci... Swojego czasu U. wykryl u siebie talent malarski, przy czym z tym akurat nam trudno sie bylo zgodzic. On jednak zapalil sie do swojego nowego "powolania" tak bardzo, ze rzucil wszystko i wszystkich i zamknal sie w swojej nowej pracowni... Na szczescie po jakims czasie mu przeszlo i U. zostal dla swiata odzyskany.
Jakis czas temu slyszalam takze, ze U. przezywa kryzys. Leczyl sie nawet od depresji, mowiono tez, ze zbyt czesto zaczal zagladac do kieliszka...
I oto ten samotny rycerz wiecznie w pogoni za swoim powolaniem w tym roku za jednym zamachem stal sie mezem, ojcem prawie doroslej juz corki i wlascicielem kota. Wielka odmiana! Zona co prawda pracuje w innym miescie (wyklada na uniwersytecie w Yamaguchi), corka studiuje w jeszcze innym, ale przynajmniej co jakis czas sie spotykaja. No i kot jest stale w domu. :)
Ucieszylismy sie w kazdym razie bardzo z tej nowiny, zwlaszcza, ze stadlo mimo trudnosci obiektywnych wyglada na szczesliwe. Zona co pare dni tlucze sie pociagami, zeby tylko pobyc z nim troche w domu, a corka podobno sama nalegala na rychly termin slubu. No i jest kot! ;)

***

Wieczorem.
- Sluchaj, S. facet tylko co sie ozenil, a ty go pytasz o zdjecie kota, ladnie to tak?
- No bo wiesz, zdjecie zony strasznie trudno skomentowac. Jesli jest ladna, to jeszcze, ale jesli nie? Jesli mimo to powiesz: "Jaka ladna!", zabrzmi falszywie. Jesli powiesz: "Wyglada inteligentnie", to zabrzmi jak: "No, ladna to ona nie jest". Jesli nic nie powiesz - jeszcze gorzej...
- No racja...
- Ale ty ogladalas zdjecie, no nie? I co powiedzialas?
- No... ze inteligentnie wyglada...

10:15, polska_japonka
Link Komentarze (6) »
czwartek, 05 listopada 2009
Zmeczenie naukowo, M. Jackson i zakupy

Podobno z Czarnej Dziury nic sie nie wydostaje (dzieki, A.:)), Polponka jednak jak dotychczas wypada stamtad niezawodnie uderzajac przy tym nosem w twarda rzeczywistosc Swiata po Srodku... Odrabiam wiec zaleglosci na blogu i zamieszczam kilka wpisow w jednym, dla kazdego cos milego. :)

 
Ostatnie dni w Polsce byly udane. Zakupy w hipermarkecie tym razem odbyly sie bezkolizyjnie (chociaz w wielkim pospiechu, bo stale brakowalo czasu!), a przy kasie trafilam na bardzo mila  panienke, ktora widzac kolekcje lekow jaka zakupilam zyczyla mi rychlego powrotu do zdrowia.:)  Bo trzeba Wam wiedziec, ze Polponka wiezie zwykle z Polski takie leki jak Tymianek i Podbial do ssania, Omega 3 z czosnkiem, a takze witaminy, ktore sa tam duzo tansze niz w Japonii. Napycha rowniez walizke ulubionymi kosmetykami, tymi, do ktorych jest przywiazana, mimo iz ogolnie przemysl kosmetyczny w Japonii bardzo jej odpowiada. Musi sie tez znalezc miejsce na ksiazki, bo kazda wizyta w Empiku konczy sie nieodmiennie duzym wydatkiem. Do tego jeszcze zupki w proszku, zeby przekasic sobie czasem zurku, albo zaskoczyc japonskich znajomych barszczykiem, no i wedlowskie slodycze. Moi Japonczycy zawsze dopytuja sie o ptasie mleczko i delicje, a i ja sama jestem od nich wrecz uzalezniona...

***

Jeden z moich ulubionych japonskich programow telewizyjnych Nattoku Gatten, w ktorym w sposob wielce przystepny i dowcipny przedstawia sie najnowsze odkrycia naukowe, poruszyl ostatnio temat zmeczenia. Podobno dzieki odkryciu pewnej substancji, ktora gromadzi sie w ciele czlowieka pod wplywem wysilku, zmeczenie jest juz zmierzalne. Dzieki temu oddzielono tez odczuwanie zmeczenia od zmeczenia wlasciwego, co okazalo sie bardzo istotne. Wykazalo bowiem, ze srodki takie jak kawa, gimnastyka, goraca kapiel, czy dodatkowa motywacja, ktore zagluszaja odczuwanie zmeczenia i rzekomo "dodaja sil" do dalszej pracy, w rzeczywistosci dzialaja na nasza niekorzysc, bo zmniejszaja percepcje zmeczenia, ktore w rzeczywistosci wcale sie nie zmniejsza! 

***

Czy widzieliscie juz film "This is it" o ostatnim, niedoszlym koncercie Michaela Jacksona? Ja po obejrzeniu go mialam wrazenie, ze cos tu nie gra.  Ten film jest po prostu za dobry. Mial byc to material z prob uzyskany przypadkiem dzieki obecnosci "kilku kamer" ktore filmowaly je do dokumentacji, a jest calkowicie profesjonalny material filmowany z dziesiatek (sami zobaczcie z ilu stron sa ujecia!) profesjonalnych kamer podczas calej serii prob (zobaczcie, w ilu kostiumach wystepuje Michael w kazdej piosence!). Do tego zrecznie wplecione sceny z filmow, wywiadow itp - ten film jest lepszy, niz bylby z tego koncert. Moze ja tu tworze spiskowa teorie dziejow, ale zadalam sobie nagle pytanie, czy dla kogos nie bylo to oplacalne, ze zamiast koncertow z udzialem piecdziesiecioletniej juz (choc jeszcze w pelni sprawnej!) gwiazdy, fani dostali niezwykle kasowy film? Zwlaszcza, ze wszystkie plyty i gadzety z M.J. po jego smierci nagle zaczely isc jak swieze buleczki...

***

Znajomi od jakiegos czasu namawiaja mnie usilnie na reklamy na blogu. Na poczatku nie chcialam o tym slyszec, ale teraz co zerkam na jakis blog, widze reklamy i to niekoniecznie agresywne, czasem delikatne, niegrozne.  Sama nawet zaczelam klikac w reklamy na blogach, ktore lubie, niechze autor ma cos z tego, ze sprawia nam ucieche.
Tak wiec zapytuje grzecznie, co sadzicie na ten temat?  Przeszkadzaloby to Wam?

09:05, polska_japonka
Link Komentarze (32) »
środa, 28 października 2009
Podwojne zycie

Jako ze Polponka sama prowadzi zycie dosc nietypowe, interesuja ja zywo przyklady oryginalnych zywotow innych. Jakis czas temu w telewizji japonskiej pokazywano ciekawy program o nowej tendencji wsrod (glownie) emerytow. Niegdys Japonczycy czesto marzyli sobie, ze po przejsciu na emeryture wyprowadza sie gdzies na wies. Najczesciej konczylo sie tylko na planach, a w przypadku realizacji nierzadko tacy ludzie juz po roku byli z powrotem. ;)

Jednak teraz pojawil sie nowy, ciekawy trend . Niektorzy postanowiaja mianowicie wyprowadzic sie na polowe. Co to znaczy? To znaczy, ze dom w Tokio (czy innym wielkim miescie) pozostaje, ale ok. pol roku spedzaja oni w innym domu, na wsi. I to nie na zasadzie letniego pobytu na daczy, tylko tak na powazniej.
Pewien na przyklad emerytowany nauczyciel akademicki postanowil wyprowadzic sie w ten sposob do miasteczka, w ktorym kiedys przez jakis czas mieszkal w dziecinstwie. Postanowil otworzyc tam mala restauracyjke z makaronem soba, wlasnorecznie robionym. Wkrotce wsiaknal w miejscowy koloryt, zaprzyjaznil sie z sasiadami i goscmi restauracyjki, w dni wolne chodzil z nimi na ryby... A jednoczesnie co jakis czas zamykal interes (ktory w koncu prowadzil nie dla pieniedzy) i wracal do Tokio, gdzie pare miesiecy spedzal z zona, ktora nie chciala wyprowadzac sie na stare lata.
Podobnie postapil dosc popularny rysownik (mangi), ktory w pewnej wsi znany jest doskonale... jako dostawca pierwszorzednych jarzyn. :)

Polponka przyklaskuje pomyslowi calym sercem. Co nie znaczy, ze nie widzi problemow... Bo przeciez takie zycie na dwa fronty, jezeli wklada sie w oba duzo serca, jest wyczerpujace. Czlowiek czasem ledwo radzi sobie z jednym zyciem, a coz dopiero dwa...
Ale ogolnie rzecz biorac, dlaczego nie? Dwie role, to zycie bogate podwojnie, urozmaicone i geste. Na razie ta tendencja w Japonii jeszcze raczkuje, ale kto wie, moze sie przyjmie?

***

Wspominalam juz wczesniej, ze jest nas najwyrazniej dwie. Ta Polponka, ktora swietnie czuje sie w Swiecie po Prawej, w poblizu W., ze swoimi kotami i swiadomoscia, ze zawsze mozna wpasc do M.i R., albo wyciagnac T. na kawe, chodzi teraz markotna, tuli koty i zali sie, ze czasu bylo na wszystko za malo... A mozliwe tez, ze troche sie boi, ze na dluzszy czas bedzie musiala odsunac sie w cien, oddajac pole tej drugiej Polponce, ktora az rwie sie do Swiata po Lewej i najchetniej juz wskakiwalaby w samolot - tylko ze narazie to ona zepchnieta jest na peryferia i nie ma nic do gadania.
Tak czy inaczej, Polponki wkrotce wyjezdzaja i byc moze wpadna po drodze w Czarna Dziure. Wiec jakby na blogu przez chwile powialo pustka, to prosze uprzejmie sie nie denerwowac i gromow na mnie nie ciskac... ;)

22:56, polska_japonka
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 26 października 2009
Oda do hipermarketow

O hipermarkety rodzime! Coz w was jest takiego, jakis wdziek, jakas atmosfera przyjazna, ze ludzie czuja sie tu jak w domu? Potrzebna komus sznurowka? Pojdzie sobie na stoisko z butami i wyciagnie z jakiegos buta. Kaszelek sie przyplatal? Wyjmie sobie czlowiek tabletke z pudelka, poczestuje sie, potem pojdzie na stoisko z napojami, popije soczkiem i kulturalnie odstawi z powrotem na polke... Nikt mu w tym nie przeszkodzi, bo obslugi ze swieca by szukac. Jedynie komunikaty nawolujace sprzedawcow na ich stoiska uswiadamiaja nam, ze tu ktos jednak pracuje.
I tylko czasami trafi sie taka nieuswiadomiona Polponka, kupi, nie sprawdzi w pudelku i potem w domu ma male zdziwko...;)

***

Polponka, ktora zazwyczaj ostatnio porusza sie ruchem wahadlowym pomiedzy Polska a Japonia, miala w ten weekend rzadka okazje pojechac na Ukraine. I dobrze. O Ukrainie dowiedzialam sie co prawda niewiele (jak mozna poznac kraj w dwa dni?!), ale na Polske spojrzalam potem z troche innej perspektywy niz zwykle. Takie doswiadczenia sie przydaja.

Co nie przeszkadza, ze i tak ten wpis o hipermarketach zamieszczam.;)

17:30, polska_japonka
Link Komentarze (7) »
piątek, 23 października 2009
Liscie w wersji duzej...

...sa TUTAJ. I nie tylko te, co pod spodem, ale rowniez pare innych (chociaz wszystkie "komorkowe"...)

15:28, polska_japonka
Link Komentarze (6) »
Kolorowe liscie inaczej
W zeszlym roku o tej porze zaczelam juz zamieszczac kolorowe jesienne liscie. Teraz proponuje Wam liscie w innej wersji, tez kolorowe, ale na ziemi... :)
Zrobilam je jakies dwa tygodnie temu w parku w poblizu Tokio, niestety, komorka, bo akurat nie mialam przy sobie aparatu.  Zamieszczam narazie bez wiekszych wersji, dodam je ewentualnie pozniej, dobrze?
 
 
 
12:36, polska_japonka
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Zakładki:
Ahoj, nowy Czytelniku!
Blogowe odkrycia, duze i male
Dziekuje za linki!
Polecane nieblogowe

.. .. U MNIE GODZINA:

.. ..

blogo