Moja milosc do Japonii nie jest ulotnym zakochaniem. To milosc, ktora ma za soba lata, ktora wiele przeszla i wiele rozumie. Znam Japonie, a jednak stale odkrywam ja na nowo. Podziwiam ja nie za egzotyke, a za wspaniala normalnosc.
RSS
środa, 18 listopada 2009
Drugie dziecinstwo?...

Para siedzi w kawiarni. Kazde z nich z wyrazem skupienia na twarzy patrzy w swoj telefon komorkowy.
On: - O wiesz, salata mi wyrosla!  I ziemniaki...
Ona: - Pokaz salate!  A ziemniaki tez juz mam. Zastanawiam sie teraz czy nawozic ziemie pod jagody, czy pod kwiaty.
On: - Wstawilem sobie laweczke!  Kwiaty juz masz, to moze teraz jagody?  O, widze, ze nakrecilas mi ogrod, dzieki.
Ona: - No ba!  I to ile razy! A ty kiedy ostatnio nakrecales moj?!

Tak, tak... Nie dosc, ze hodujemy kurinoppe, to jeszcze mamy swoje komorkowe ogrody. Do naszych kurinoppe wpadaja rozni ludzie, zeby je poszturchac, bo wtedy lepiej sie rozwijaja. My oczywicie tez zagladamy do innych. A ogrody sie nakreca kluczykiem (oczywiscie wirtualnym).
A najciekawsze jest to, ze po tym, jak postudiowalam troche profile innych graczy, stwierdzilam ze zdumieniem, ze najwieksza grupe najwyrazniej stanowia 30- i 40-latkowie!  Drugie dziecinstwo?! :)

Faktem jest jednak, ze taka zabawa doskonale sie przydaje przy codziennych podrozach pociagami, gdzie jest ciasno i ciezko sie czyta gazete, skraca tez znacznie czas oczekiwania w kolejkach i poczekalniach - a przy tym, jak ktos to lubi, pozwala wyrazic sie artystycznie (zwlaszcza w przypadku ogrodu) i zawrzec nowe znajomosci.

14:26, polska_japonka
Link Komentarze (13) »
czwartek, 12 listopada 2009
Wez sobie monetke!

Zdarzylo sie Wam kiedys, ze przy placeniu za zakupy zabraklo Wam doslownie kilku groszy?  Czasem sprzedawca machnie reka, ale najczesciej trzeba dobywac grubszych nominalow, karty kredytowej, lub wrecz rezygnowac z zakupu. Z drugiej strony, jezeli mieliscie kiedys okazje sprzedawac cokolwiek, to wiecie jaki to problem stale dbac o to, aby nie zabraklo monet do wydawania reszty. Z punktu widzenia sklepu rowniez wiec lepiej jest, jezeli klient placi drobnymi, a nie duzymi nominalami, nie karta, no i oczywiscie nie rezygnuje z zakupu.
I tu pewna japonska siec sklepow Don Kichote wpadla na ciekawy pomysl. Ustawila mianowicie przy kasie pudelko z groszami (a dokladniej, jednojenowymi monetkami) do "czestowania sie" w potrzebie. Oczywiscie nie nalezy brac ich garsciami, ale do czterech monet za jednym razem mozna sie poratowac.

06:52, polska_japonka
Link Komentarze (17) »
środa, 11 listopada 2009
Ploteczki (i kot)

Przy okazji pewnej prelekcji mialam okazje spotkac pare osob wielce mi milych. A podczas pozniejszego snucia sie po kawiarniach dowiedzialam sie o nich najrozniejszych nowinek.
H. (ten Zyd-poliglota, o ktorym juz pisalam) wlasnie zaczal uczyc sie kolejnego, 15-go jezyka - wietnamskiego. L. (kanadyjski programista, o nim tez pisalam) przetlumaczyl niedawno dzielo Darwina "O pochodzeniu gatunkow" na esperanto, ksiazka wlasnie sie ukazala.
Ale najwiecej nowego wydarzylo sie ostatnio w zyciu U., bardzo utalentowanego, choc niesmialego Japonczyka, jednego z moich pierwszych przyjaciol w Tokio. U. posiada wiele ukrytych umiejetnosci, ktore przy roznych okazjach daja sie poznac. Tworzy i tlumaczy poezje, jest geniuszem przekladu symultanicznego, ma niezwykly talent aktorski, niezle spiewa. Jest przy tym jednak, jak wiele utalentowanych osob, nadwrazliwy. Ma sklonnosci do dzielenia wlosa na czworo i rozmyslania nad kazda z czesci... Swojego czasu U. wykryl u siebie talent malarski, przy czym z tym akurat nam trudno sie bylo zgodzic. On jednak zapalil sie do swojego nowego "powolania" tak bardzo, ze rzucil wszystko i wszystkich i zamknal sie w swojej nowej pracowni... Na szczescie po jakims czasie mu przeszlo i U. zostal dla swiata odzyskany.
Jakis czas temu slyszalam takze, ze U. przezywa kryzys. Leczyl sie nawet od depresji, mowiono tez, ze zbyt czesto zaczal zagladac do kieliszka...
I oto ten samotny rycerz wiecznie w pogoni za swoim powolaniem w tym roku za jednym zamachem stal sie mezem, ojcem prawie doroslej juz corki i wlascicielem kota. Wielka odmiana! Zona co prawda pracuje w innym miescie (wyklada na uniwersytecie w Yamaguchi), corka studiuje w jeszcze innym, ale przynajmniej co jakis czas sie spotykaja. No i kot jest stale w domu. :)
Ucieszylismy sie w kazdym razie bardzo z tej nowiny, zwlaszcza, ze stadlo mimo trudnosci obiektywnych wyglada na szczesliwe. Zona co pare dni tlucze sie pociagami, zeby tylko pobyc z nim troche w domu, a corka podobno sama nalegala na rychly termin slubu. No i jest kot! ;)

***

Wieczorem.
- Sluchaj, S. facet tylko co sie ozenil, a ty go pytasz o zdjecie kota, ladnie to tak?
- No bo wiesz, zdjecie zony strasznie trudno skomentowac. Jesli jest ladna, to jeszcze, ale jesli nie? Jesli mimo to powiesz: "Jaka ladna!", zabrzmi falszywie. Jesli powiesz: "Wyglada inteligentnie", to zabrzmi jak: "No, ladna to ona nie jest". Jesli nic nie powiesz - jeszcze gorzej...
- No racja...
- Ale ty ogladalas zdjecie, no nie? I co powiedzialas?
- No... ze inteligentnie wyglada...

10:15, polska_japonka
Link Komentarze (6) »
czwartek, 05 listopada 2009
Zmeczenie naukowo, M. Jackson i zakupy

Podobno z Czarnej Dziury nic sie nie wydostaje (dzieki, A.:)), Polponka jednak jak dotychczas wypada stamtad niezawodnie uderzajac przy tym nosem w twarda rzeczywistosc Swiata po Srodku... Odrabiam wiec zaleglosci na blogu i zamieszczam kilka wpisow w jednym, dla kazdego cos milego. :)

 
Ostatnie dni w Polsce byly udane. Zakupy w hipermarkecie tym razem odbyly sie bezkolizyjnie (chociaz w wielkim pospiechu, bo stale brakowalo czasu!), a przy kasie trafilam na bardzo mila  panienke, ktora widzac kolekcje lekow jaka zakupilam zyczyla mi rychlego powrotu do zdrowia.:)  Bo trzeba Wam wiedziec, ze Polponka wiezie zwykle z Polski takie leki jak Tymianek i Podbial do ssania, Omega 3 z czosnkiem, a takze witaminy, ktore sa tam duzo tansze niz w Japonii. Napycha rowniez walizke ulubionymi kosmetykami, tymi, do ktorych jest przywiazana, mimo iz ogolnie przemysl kosmetyczny w Japonii bardzo jej odpowiada. Musi sie tez znalezc miejsce na ksiazki, bo kazda wizyta w Empiku konczy sie nieodmiennie duzym wydatkiem. Do tego jeszcze zupki w proszku, zeby przekasic sobie czasem zurku, albo zaskoczyc japonskich znajomych barszczykiem, no i wedlowskie slodycze. Moi Japonczycy zawsze dopytuja sie o ptasie mleczko i delicje, a i ja sama jestem od nich wrecz uzalezniona...

***

Jeden z moich ulubionych japonskich programow telewizyjnych Nattoku Gatten, w ktorym w sposob wielce przystepny i dowcipny przedstawia sie najnowsze odkrycia naukowe, poruszyl ostatnio temat zmeczenia. Podobno dzieki odkryciu pewnej substancji, ktora gromadzi sie w ciele czlowieka pod wplywem wysilku, zmeczenie jest juz zmierzalne. Dzieki temu oddzielono tez odczuwanie zmeczenia od zmeczenia wlasciwego, co okazalo sie bardzo istotne. Wykazalo bowiem, ze srodki takie jak kawa, gimnastyka, goraca kapiel, czy dodatkowa motywacja, ktore zagluszaja odczuwanie zmeczenia i rzekomo "dodaja sil" do dalszej pracy, w rzeczywistosci dzialaja na nasza niekorzysc, bo zmniejszaja percepcje zmeczenia, ktore w rzeczywistosci wcale sie nie zmniejsza! 

***

Czy widzieliscie juz film "This is it" o ostatnim, niedoszlym koncercie Michaela Jacksona? Ja po obejrzeniu go mialam wrazenie, ze cos tu nie gra.  Ten film jest po prostu za dobry. Mial byc to material z prob uzyskany przypadkiem dzieki obecnosci "kilku kamer" ktore filmowaly je do dokumentacji, a jest calkowicie profesjonalny material filmowany z dziesiatek (sami zobaczcie z ilu stron sa ujecia!) profesjonalnych kamer podczas calej serii prob (zobaczcie, w ilu kostiumach wystepuje Michael w kazdej piosence!). Do tego zrecznie wplecione sceny z filmow, wywiadow itp - ten film jest lepszy, niz bylby z tego koncert. Moze ja tu tworze spiskowa teorie dziejow, ale zadalam sobie nagle pytanie, czy dla kogos nie bylo to oplacalne, ze zamiast koncertow z udzialem piecdziesiecioletniej juz (choc jeszcze w pelni sprawnej!) gwiazdy, fani dostali niezwykle kasowy film? Zwlaszcza, ze wszystkie plyty i gadzety z M.J. po jego smierci nagle zaczely isc jak swieze buleczki...

***

Znajomi od jakiegos czasu namawiaja mnie usilnie na reklamy na blogu. Na poczatku nie chcialam o tym slyszec, ale teraz co zerkam na jakis blog, widze reklamy i to niekoniecznie agresywne, czasem delikatne, niegrozne.  Sama nawet zaczelam klikac w reklamy na blogach, ktore lubie, niechze autor ma cos z tego, ze sprawia nam ucieche.
Tak wiec zapytuje grzecznie, co sadzicie na ten temat?  Przeszkadzaloby to Wam?

09:05, polska_japonka
Link Komentarze (32) »
środa, 28 października 2009
Podwojne zycie

Jako ze Polponka sama prowadzi zycie dosc nietypowe, interesuja ja zywo przyklady oryginalnych zywotow innych. Jakis czas temu w telewizji japonskiej pokazywano ciekawy program o nowej tendencji wsrod (glownie) emerytow. Niegdys Japonczycy czesto marzyli sobie, ze po przejsciu na emeryture wyprowadza sie gdzies na wies. Najczesciej konczylo sie tylko na planach, a w przypadku realizacji nierzadko tacy ludzie juz po roku byli z powrotem. ;)

Jednak teraz pojawil sie nowy, ciekawy trend . Niektorzy postanowiaja mianowicie wyprowadzic sie na polowe. Co to znaczy? To znaczy, ze dom w Tokio (czy innym wielkim miescie) pozostaje, ale ok. pol roku spedzaja oni w innym domu, na wsi. I to nie na zasadzie letniego pobytu na daczy, tylko tak na powazniej.
Pewien na przyklad emerytowany nauczyciel akademicki postanowil wyprowadzic sie w ten sposob do miasteczka, w ktorym kiedys przez jakis czas mieszkal w dziecinstwie. Postanowil otworzyc tam mala restauracyjke z makaronem soba, wlasnorecznie robionym. Wkrotce wsiaknal w miejscowy koloryt, zaprzyjaznil sie z sasiadami i goscmi restauracyjki, w dni wolne chodzil z nimi na ryby... A jednoczesnie co jakis czas zamykal interes (ktory w koncu prowadzil nie dla pieniedzy) i wracal do Tokio, gdzie pare miesiecy spedzal z zona, ktora nie chciala wyprowadzac sie na stare lata.
Podobnie postapil dosc popularny rysownik (mangi), ktory w pewnej wsi znany jest doskonale... jako dostawca pierwszorzednych jarzyn. :)

Polponka przyklaskuje pomyslowi calym sercem. Co nie znaczy, ze nie widzi problemow... Bo przeciez takie zycie na dwa fronty, jezeli wklada sie w oba duzo serca, jest wyczerpujace. Czlowiek czasem ledwo radzi sobie z jednym zyciem, a coz dopiero dwa...
Ale ogolnie rzecz biorac, dlaczego nie? Dwie role, to zycie bogate podwojnie, urozmaicone i geste. Na razie ta tendencja w Japonii jeszcze raczkuje, ale kto wie, moze sie przyjmie?

***

Wspominalam juz wczesniej, ze jest nas najwyrazniej dwie. Ta Polponka, ktora swietnie czuje sie w Swiecie po Prawej, w poblizu W., ze swoimi kotami i swiadomoscia, ze zawsze mozna wpasc do M.i R., albo wyciagnac T. na kawe, chodzi teraz markotna, tuli koty i zali sie, ze czasu bylo na wszystko za malo... A mozliwe tez, ze troche sie boi, ze na dluzszy czas bedzie musiala odsunac sie w cien, oddajac pole tej drugiej Polponce, ktora az rwie sie do Swiata po Lewej i najchetniej juz wskakiwalaby w samolot - tylko ze narazie to ona zepchnieta jest na peryferia i nie ma nic do gadania.
Tak czy inaczej, Polponki wkrotce wyjezdzaja i byc moze wpadna po drodze w Czarna Dziure. Wiec jakby na blogu przez chwile powialo pustka, to prosze uprzejmie sie nie denerwowac i gromow na mnie nie ciskac... ;)

22:56, polska_japonka
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 26 października 2009
Oda do hipermarketow

O hipermarkety rodzime! Coz w was jest takiego, jakis wdziek, jakas atmosfera przyjazna, ze ludzie czuja sie tu jak w domu? Potrzebna komus sznurowka? Pojdzie sobie na stoisko z butami i wyciagnie z jakiegos buta. Kaszelek sie przyplatal? Wyjmie sobie czlowiek tabletke z pudelka, poczestuje sie, potem pojdzie na stoisko z napojami, popije soczkiem i kulturalnie odstawi z powrotem na polke... Nikt mu w tym nie przeszkodzi, bo obslugi ze swieca by szukac. Jedynie komunikaty nawolujace sprzedawcow na ich stoiska uswiadamiaja nam, ze tu ktos jednak pracuje.
I tylko czasami trafi sie taka nieuswiadomiona Polponka, kupi, nie sprawdzi w pudelku i potem w domu ma male zdziwko...;)

***

Polponka, ktora zazwyczaj ostatnio porusza sie ruchem wahadlowym pomiedzy Polska a Japonia, miala w ten weekend rzadka okazje pojechac na Ukraine. I dobrze. O Ukrainie dowiedzialam sie co prawda niewiele (jak mozna poznac kraj w dwa dni?!), ale na Polske spojrzalam potem z troche innej perspektywy niz zwykle. Takie doswiadczenia sie przydaja.

Co nie przeszkadza, ze i tak ten wpis o hipermarketach zamieszczam.;)

17:30, polska_japonka
Link Komentarze (7) »
piątek, 23 października 2009
Liscie w wersji duzej...

...sa TUTAJ. I nie tylko te, co pod spodem, ale rowniez pare innych (chociaz wszystkie "komorkowe"...)

15:28, polska_japonka
Link Komentarze (6) »
Kolorowe liscie inaczej
W zeszlym roku o tej porze zaczelam juz zamieszczac kolorowe jesienne liscie. Teraz proponuje Wam liscie w innej wersji, tez kolorowe, ale na ziemi... :)
Zrobilam je jakies dwa tygodnie temu w parku w poblizu Tokio, niestety, komorka, bo akurat nie mialam przy sobie aparatu.  Zamieszczam narazie bez wiekszych wersji, dodam je ewentualnie pozniej, dobrze?
 
 
 
12:36, polska_japonka
Link Komentarze (2) »
środa, 21 października 2009
Chlodne przywitanie

Pare dni temu w Tokio wychodzac z domu zastanawialam sie czy zabierac ze soba sweterek, czy tez bluzka z dlugimi rekawami wystarczy (jezeli nie wraca sie wieczorem, to wystarczy). Warszawa przywitala mnie sniezyca, i to jaka! :O W podwarszawskiej miejscowosci, w ktorej teraz mieszkamy, przez dwadziescia cztery godziny nie bylo pradu. Nie mozna bylo wlaczyc ogrzewania, ani cieplej wody. Siedzielismy w plaszczach przy swieczce i grzalismy sobie herbate na kuchence - cale szczescie, ze nie elektrycznej.
O dziwo nie przeziebilam sie jeszcze - wszyscy wokol mnie kichaja, kaszlaja, T. padla jako pierwsza, W. zaraz za nia, a teraz rozsypuje sie reszta ferajny. A ja, ktora przeciez przezylam najwiekszy szok termiczny, na razie sie trzymam. Oby nie zapeszyc!

***

Ksiazka Rozszczepienie Fay Weldon okazala sie w moim przypadku nieporozumieniem. Znam inne autorki, ktore rowniez wiele w zyciu przeszly, a nie nabraly takiej goryczy i cynizmu. (Chociazby moja ulubiona Joy Fielding).
Jednak jej lektura uswiadomila mi, ze ja rowniez jestem rozszczepiona. To juz nie tylko dwa zycia, to juz wrecz jakby dwie kobiety w jednym ciele...

17:52, polska_japonka
Link Komentarze (4) »
środa, 14 października 2009
Zagadka :)

Zgadnijcie, gdzie byla Polponka? :)

Tak, tak, szwedzki bufet ze slodkosciami. I jak tu dbac o linie? O cholesterol?! Ja sie pytam! ;(

Ale wlasciwa zagadka jest tutaj. No, i gdzie Polponke ponioslo? Cos znajomo? :)

19:03, polska_japonka
Link Komentarze (13) »
niedziela, 11 października 2009
Moda romantyczna

Jesien zapowiada sie na romantycznie. Oczywiscie jak zwykle modne sa rozne trendy, tak, ze kazdy moze znalezc styl dla siebie, ale ta tesknote do romantycznosci czuje sie w powietrzu.

Lato sie skonczylo, ale zwiewne tuniki nie daja za wygrana. Teraz sa nakladane na golfiki albo pod kamizelki, w towarzystwie dluzszych dzinsow, albo spodenek i botkow.

 

 

 

W strojach wieczorowych pojawily sie interesujace akcenty wzorowane na kimonach. Suknia, ktora widzicie po prawej nawiazuje do kimona nie tylko aplikacja z wachlarzy, ale rowniez krojem. Po raz kolejny Japonczycy okazali sie mistrzami laczenia tradycji z nowoczesnoscia.

 

A jak ubiera sie ulica?  Bardzo roznie. Tu jest miejsce na rozne style i fasony. Dla tych, ktorzy chcieliby zerknac, przygotowalam filmik. Specjalnie zrobilam go w dzielnicy Ikebukuro, a nie np. w Harajuku czy Roppongi, gdzie mlodziez ubiera sie bardzo specyficznie.

15:01, polska_japonka
Link Komentarze (14) »
czwartek, 08 października 2009
TAJFUN przeszedl nad nami

Chcieliscie uslyszec o tajfunach, a tu jak na zamowienie - jest! :)

Niestety (?!) w moich okolicach malo ciekawy, skonczylo sie na ulewie w nocy i wichurze w dzien, ale w niektorych regionach wrazen bylo sporo.  Gdzieniegdzie zerwalo dachy, powywracalo samochody, zalalo mieszkania, w prefekturze Aichi zarwal sie most. Kilkadziesiat tysiecy domow zostalo przez jakis czas bez pradu, kilka tysiecy osob ucieklo do specjalnych schronisk. Wiekszosc linii kolejowych przynajmniej czasowo wstrzymalo ruch, podobnie z krajowymi lotami. Na szczescie ofiar jest wyjatkowo malo, ktos spadl z dachu, ktos pokaleczyl sie o rozbite szyby.
Tu macie zdjecia i raport asahi.com.
A pod spodem moj filmik, ale nie liczcie na wieksze emocje. Cala czesc ktora filmowalam w nocy, kiedy tajfun byl najblizej, nie wyszla, a rano byly juz tylko resztki...Pozostalo wiec ogladanie telewizji. ;)

06:31, polska_japonka
Link Komentarze (9) »
wtorek, 06 października 2009
Dramatyczne perypetie urzednikow panstwowych ;)

Byc urzednikiem panstwowym w Japonii jest sprawa nielatwa, a nawet bywa ze i niebezpieczna. Nie wierzycie?  Posluchajcie! :)

Jak wiadomo kazdy urzad, w tym i urzad miejski w Japonii, sluzy miedzy innymi do przyjmowania petentow. I jak wiadomo w kazdym kraju trafiaja sie petenci wyjatkowo namolni, ktorzy przychodza po wielokroc aby ponarzekac na to i owo. Ze mlodzi na rowerach jezdza za szybko, ze ludzie trzymaja psy w domu, ze miejsce na rowery jest za waskie, a dzieci za glosne.  Sa to na ogol ludzie starsi, ktorzy na emeryturze staraja sie ubarwic sobie monotonny zywot i odnalezc nowe powolanie.
Jak rowniez wiadomo (?) w porzadnym urzedzie nie wypada, aby urzednik siedzial, kiedy przyjmuje niezadowolonego petenta. Nie moglby przeciez wtedy klaniac sie wystarczajaco nisko. Gosc wiec siedzi sobie wygodnie i narzeka, a urzednik, wraz ze swoim szefem wysluchuja w milczeniu wtracajac od czasu do czasu: "bardzo przepraszamy...". Ciekawym fenomenem jest, ze osoby takie pojawiaja sie w urzedzie zwykle na chwile przed koncem jego pracy, wzglednie tuz po koncu pracy, ale kiedy jeszcze w budynku sa urzednicy - sa wiec zmuszeni go przyjac.
Pewnego razu do sasiedniej sekcji do tej, w ktorej pracuje szpieg Polponki przybyl wlasnie taki osobnik. Rozsiadl sie wygodnie i zaczal opowiadac o swoich zgryzotach (chodzilo bodajze o to, ze podatki sa za wysokie) tak rozwlekle i z upodobaniem, ze zupelnie nie zwrocil uwagi na to, ze budynek opustoszal, urzednicy, nawet ci, ktorzy zostali na nadgodzinach zaczeli sie rozchodzic, i zostali tylko ci dwaj nieszczesnicy, ktorzy nie mogli przeciez powiedziec niezadowolonemu petentowi, ze skonczyli prace dwie godziny temu!  Traf chcial, ze jeden z nich, ten mlodszy, byl wlasnie przeziebiony i mial goraczke.  Nie wytrzymal ciaglego stania w nieklimatyzowanym juz pomieszczeniu i w pewnym momencie osunal sie na ziemie!  Koledzy, ci ktorzy jeszcze byli w budynku, natychmiast zawolali karetke i niefortunny mlody czlowiek zostal wyniesiony.  Ale najzabawniejsze (?!) i najbardziej niewiarygodne w tej calej historii jest to, ze ten namolny petent po tym wypadku nadal jeszcze kontynuowal, a szef mlodego urzednika wysluchiwal go az do wieczora! :o

Takie sytuacje jednak nawet w Japonii nie zdarzaja sie czesto. I dobrze, bo przesada w kazda strone jest niedobra, zarowno mdlejacy urzednik, jak i taki, ktory zamyka petentowi okienko przed nosem, bo za pietnascie minut konczy prace. Jednak wydaje mi sie, ze ogolny zamysl, polegajacy na tym, ze to urzad jest dla petenta, a nie odwrotnie, jest godny nasladowania.

***

Nadchodzi tajfun nr.18 (osiemnasty w tym roku). Pojutrze powinien byc w naszych okolicach, bedzie wichura i ulewa.
A ja powoli zaczynam szykowac sie do kolejnego wyjazdu. Chyba jednak dobrze, ze jade. Zostawiam co prawda na jakis czas tych tu, ale zobacze tamtych tam... W sumie, to przeciez najlepiej jest wlasnie tak, jak jest teraz.

13:17, polska_japonka
Link Komentarze (6) »
niedziela, 04 października 2009
Ponownie o urzednikach i staruszkach :)

Polponka ma swoja "wtyczke" w urzedzie miejskim. Owa wtyczka opowiada Polponce czesto historie z zycia tegoz przybytku, martwiac sie jednoczesnie, ze z pewnoscia ja zanudza. Tymczasem nic podobnego! Te historie czasami brzmia dla Polponki niemal jak bajki...

Na przyklad taka sprawa. Zdecydowano sie przebudowac jeden ze starych blokow nalezacych do miasta i wynajmowanych najubozszym mieszkancom za symboliczna sume. Problemem tego budynku bylo slabe zabezpieczenie przeciwko trzesieniu ziemi i postanowiona gruntownie go wzmocnic. Na czas przebudowy trzeba zdjac balkony i zewnetrzne czesci klimatyzatorow.
W chwili obecnej trwaja przygotowania do tego projektu. Po pierwsze obdzwoniono wszystkich okolicznych sasiadow zapowiadajac, ze przez jakis czas bedzie halas (samych mieszkancow powiadomiono juz grubo wczesniej). Niektorzy wyrazali swoje niezadowolenie, w zwiazku z czym bywalo, ze jeden taki telefon trwal prawie godzine. Po drugie, wybrano taka pore roku, zeby klimatyzacja i balkony byly jak najmniej potrzebne (zimniejsza czesc roku). Po trzecie, zakupiono piecyki dla tych, ktorzy uzywaja klimatyzatorow jako ogrzewania i zostana tego pozbawieni. Po czwarte, przygotowano pomieszczenia w oddalonej czesci domu, przeznaczone dla starszych ludzi, ktorym bedzie przeszkadzal halas - beda oni mogli na czas remontu przeniesc sie tam w poszukiwaniu spokoju. Zapewni im sie podstawowe wyposazenie, rozwaza sie wlasnie mozliwosc wstawienia tam telewizorow.

To opowiesc, ktora wywolala u Polponki usmiech sympatii i cichutkie westchnienie. Ale nie tylko takie rzeczy szpieg Polponki opowiada. Nastepnym razem opowiem Wam historie mrozaca krew w zylach, a jednoczesnie bardzo znamienna dla sposobu myslenia Japonczykow. :)

***

Senior powrocil z tzw. krotkiego pobytu, czyli "wakacji" w Domu Seniora odkarmiony, zarozowiony i usmiechniety jak dawno. Razem z nim przywieziono obszerny pakiet dokumentacji ze szczegolowym opisem rozrywek, jakie mu zapewniano (pokaz sztucznych ogni i zonglerki, wspolne spiewania, zabawy, nauka origami i lepienia garnkow itp) popartym pakietem zdjec wydrukowanych i artystycznie poprzyklejanych na recznej roboty albumiku, oraz zbiorem bardzo istotnych informacji w stylu ile razy Senior sie wyproznial, czy apetyt mu dopisywal, ze mial czerwony slad na reku (pewnie sobie odcisnal podczas snu) i ze poczestowal kogos papierosem. Przebrnelam przez caly ten material jak zwykle zaskoczona, ze niektorym tyle sie chce. I to w ramach panstwowego ubezpieczenia...

16:36, polska_japonka
Link Komentarze (9) »
sobota, 03 października 2009
Znow cos hoduje! :0

Jak juz wiecie Polponka, oprocz trzymania calkiem pokaznej liczby stworzen zywych, ma na koncie rowniez hodowle wirtualne. O doswiadczeniach z tamagotchi juz pisalam (Wpis z jajami), a jeszcze pare lat temu Polponka hodowala nawet tamagotchi na internecie, wymieniajac sie wpisami z innymi wielbicielami gatunku (srednia wieku 15 lat...).  Nic wiec w sumie dziwnego, ze stworek zwany kurinoppe zamieszkal ktoregos razu w komorce Polponki...
Stalo sie to trzy dni temu i niestety Polponka wciagnela sie z kretesem.  Na szczescie stworzonko nie wymaga wielkiego zachodu, bo Polponka i bez tego nie wyrabia sie z zadaniami, ale trzeba przyznac, ze co i rusz tam zaglada...
Co robi kurinoppe? Glownie tanczy. Jesli sie o niego dobrze dba, uczy sie stale nowych tancow. Musi byc przewidzianych tych tancow ogromna ilosc, bo moje trzydniowe stworzonko juz zna osiem, a niektore napotkane przeze mnie kurinoppe maja juz ponad rok! Oczywiscie ucza sie tych tancow tylko wtedy, kiedy maja zapewnione odpowiednie warunki.
Jak nalezy dbac o kurinoppe?  Pokarm, mycie i gimnastyka to podstawa. Jednak w odroznieniu od tamagotchi ten stworek siedzi cicho, nie domaga sie co chwila uwagi i na dobra sprawe mozna go karmic i raz dziennie, bedzie wtedy troche mizerny, ale jeszcze nie zdechnie. Drugie podstawowe zadanie hodowcy, to zdobycie mozliwie jak najwiekszej liczby widzow, ktorzy przychodza stworzonko pomiziac i obejrzec jak tanczy. W wolnej chwili warto wiec poodwiedzac stworzonka innych, zapukac, a nawet zostawic wiadomosc. Tym bardziej, ze kazdy kurinoppe jest inaczej ubrany i wyposazony, w zaleznosci od gustu i "zamoznosci" (liczby punktow na koncie) wlasciciela.
Co jeszcze potrafi kurinoppe? Podobno kiedy jest starszy ma hobby i cos tworzy. A co?  To juz za duzo ode mnie wymagacie. Polponka jest przeciez zupelnie swiezym, trzydniowym zaledwie hodowca! :)

***

Niestety kurinoppe Polponki nie pozyje za dlugo. Tylko pierwszego wyjazdu... Szkoda. I w ogole mi ten wyjazd teraz nie w smak.  Zostawiam tu przeciez nie tylko kurinoppe... Za kazdym razem wydaje mi sie, ze nie wytrzymam, chociaz za kazdym razem jakos wytrzymuje... "Czlowiek jest mocniejszy niz sie wydaje... i slabszy niz sie wydaje" (to moj ulubiony cytat z "Marsa" Soryo Fuyumi).
A S. chociaz nie dal sie jeszcze namowic na kurinoppe, jak zwykle hoduje jarzyny na balkonie. Ostatnio zasadzil arbuza. Wyrosly dwie odnozki, jedna rzeczywiscie byla arbuzem, a druga, ktora od poczatku wygladala jakos inaczej wydala jakis dziwny owoc, ktory rosnie w zastraszajacym tempie (po tygodniu jest wielkosci gruszki). Moze ktos wie, co to takiego i jakich rozmiarow nalezy sie spodziewac?!

Na koniec uwaga co do balkonow japonskich. Teoretycznie nie wolno nic na nich stawiac, bo pelnia jednoczesnie role wyjsc awaryjnych. Dlatego sa polaczone i w razie jakiegos np. pozaru mozna z jednego przejsc do drugiego.  U nas to bylby raj dla wlamywaczy! ;)

07:30, polska_japonka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 29 września 2009
Morze czerwone

Jesienne kwiaty tez potrafia byc piekne. Zwlaszcza, gdy rosna tak gesto, jak tutaj.

Jak widac kwiaty rosna nawet na drzewach. :)
Pojedynczo taki kwiatuszek wyglada tak:

12:37, polska_japonka
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 28 września 2009
Chleb konserwowy

W Japonii trwaja przygotowania do epidemii "swinskiej" grypy. Przy wejsciach do domow towarowych pojawily sie pojemniki z odkazalnikami, maseczki ochronne maja wielkie wziecie, a niektorzy co bardziej zapobiegliwi szykuja juz zapasy, aby na wypadek ostrej epidemii zabarykadowac sie w domach.
W robieniu takich zapasow Japonczycy maja niejakie doswiadczenie, poniewaz w wielu domach istnieja juz takowe na wypadek powaznego trzesienia ziemi. Przemysl rowniez jak zwykle nadaza za popytem i proponuje duzo interesujacych produktow przeznaczonych do dluzszego magazynowania.
Jednym z ciekawszych pomyslow jest wedlug mnie chlebek w puszce, swiezutki nawet po pieciu latach - nie probowalam, ale podobno calkiem smaczny. :)

Chlebek konserwowy
Chlebek konserwowy w wielkim wyborze :)
  

10:17, polska_japonka
Link Komentarze (9) »
czwartek, 24 września 2009
Do czego sluzy lozko
Liczycie na odrobine pikanterii? ;)  Niestety, rozczaruje Was.  Chodzi o to, do czego sluzy lozko w rozumieniu kotki Satsuki.
 
Satsuki, zwana pieszczotliwie Satchan, nienawidzi byc pozostawiana w domu przez dlugi czas - a niestety musi to czesto znosic. Oczywiscie w miedzyczasie zawsze pojawia sie ktos z puszeczka jedzenia, swieza woda i piaseczkiem, ale to nie wystarczy.  Satchan po prostu potrzebuje towarzystwa.
Koty nie umieja mowic po ludzku, ale doskonale potrafia sie wyrazic. Sat-chan wyraza swoje niezadowolenie bardzo dobitnie i skutecznie - zalatwiajac swoje potrzeby na moje lozko. Lozko (a dokladniej futon) rozlozone jest na ziemi i kiedy wyjezdzam zwykle je chowam.  Jednak frustracja Satchan trwa jeszcze kilka dni po powrocie, wiec tak czy inaczej atrakcje w postaci wielokrotnego prania tylko co rozlozonej poscieli mam zapewnione. A przy tym materaca nie da sie wrzucic do pralki, wiec nawet jak kompletnie wymieniam posciel to i tak lekki zapaszek pozostaje...
Skarzylam sie ostatnio na moj problem S. Wysluchal mnie spokojnie i powiada: Ty po prostu niewlasciwie do tego podchodzisz. Uznalas, ze Satchan siusia ci na lozko i dlatego to cie irytuje. A pomysl o tym w ten sposob: to nie lozko, a ubikacja Satchan rozlozona jest na podlodze. A ty w niej od czasu do czasu spisz...
No tak. To rzeczywiscie stawia problem w innym swietle. To ja jestem teraz ta niedobra, ktora wpycha sie do kociej ubikacji i tam zasypia...
Satsuki
08:26, polska_japonka
Link Komentarze (16) »
czwartek, 17 września 2009
Filmik z tancami - nareszcie gotowy!

Jest juz pierwszy filmik z zapowiedzianymi przeze mnie tancami yosakoi z festiwalu w Hikarigaoce. Jak zwykle przepraszam za jakosc, bo filmik robiony byl zwyklym aparatem i to z reki, a raczej z dwoch rak wyciagnietych nad glowa az do calkowitego zdretwienia. ;) Za filmik naleza sie podziekowania S. ktory zafascynowanemu "operatorowi kamery" dostarczal napojow, biegal dokupywac karte pamieci i znosil cierpliwie wielogodzinne utkniecie w jednym miejscu mimo zupelnie innych pierwotnych planow... :) Zapowiadam sie z nastepnym filmikiem wkrotce, bo materialu nakrecilam tyle, ze na dziesiec takich by starczylo. Zeby tylko byl czas na uporzadkowanie tego...

08:02, polska_japonka
Link Komentarze (10) »
wtorek, 15 września 2009
Teraz Wasza kolej! :)

Zastanawialam sie tak sobie ostatnio, czy jakbym miala czas na kurs jezykowy, to wybralabym japonski, ktory znam niezle, ale chcialabym znac jeszcze lepiej, angielski, ktory znam raczej pasywnie i zdecydowanie przydalyby mi sie konwersacje, czy koreanski, ktorego wcale nie znam, ale ktory mnie troche zainteresowal? Rozmyslania to czysto teoretyczne, poniewaz i tak nie mam teraz czasu na kurs, ale poki ja sobie redaguje filmiki z tancami, moze napiszecie, czy wolicie doskonalic juz posiadane umiejetnosci, czy tez nabywac nowe, chocby powierzchownie?  Czy lepiej jest, wedlug Was, orientowac sie pobieznie w wielu dziedzinach, czy byc prawdziwym specjalista w swojej dzialce? Ciekawa jestem Waszych opinii. 

08:14, polska_japonka
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Zakładki:
Blogowe odkrycia, duze i male
Dziekuje za linki!
Polecane nieblogowe

.. .. U MNIE GODZINA:

.. ..